Strony
Polecamy
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208
Polecane
żłobek prywatny warszawa , fotografia ślubna kraków , hotele nad jezioremChmura
Wyraz się gazety coś
Za to w domu stawał się wyrocznia. Marcinowa prochy przed nim zmiatała mówiąc do niego albo o nim, dobierała jak najwyszukańszych wyrażeń. Kajety jego, pokreślone dziwnymi, niezrozumiałymi znakami, obnosiła po kumoszkach, wpadając W zachwyt nad mądrością syna i wymagając tejże czci i podziwu od nich. Zanudzała syna wymaganiami popisów ze swej uczoności. Był już w siódmej klasie, kiedy zaproponowano mu jakąś niemożliwie licho płatną korepetycję. Był to dzień uroczysty dla całej rodziny Buraków. Ofiarowana płaca za jedną godzinę dziennie wyrównywała miesięcznej płacy starego Buraka za całodzienną, a W części i nocną pracę. Marcinowa wyglądała tak, jakby sobie podpiła. W godzinę obleciała cały dom i pół ulicy z wielką nowiną. Ale radość była krótka. Arystokratyczna dama, która proponowała korepetycję, dowiedziawszy się, że młody pan Burak jest synem prostego stróża i nawet mieszka w stróżowskiej izbie zerwała umowę. W miesiąc później powtórzyła się taka sama historia. Wybaczano mu, że się nazywał Burak, ale nie chciano dopuścić do dzieci syna stróża. Jeszcze, jaką chorobę przyniesie i co za obyczaje mieć może. Trudno, musiała nastąpić ta katastrofa. Wicek wyprowadził się od rodziców i zamieszkał u kolegi.
Marcinowa sama doradzała to synowi, próbowała nawet wmówić w znajomych i w siebie, że jest to już początek świetnej kariery syna, bo przecież ani doktór, ani adwokat u stróża mieszkać nie będzie, ale ją to przejście nadłamało.
Strona 90
Spis nowel
Zajrzyj na
Losowy fragment
Wreszcie zbliżyła się pora. Zbladł i ledwie mógł mówić. Wchodził w podwórze, oglądając się ciągle za mną: jeszcze z daleka wyróżniłam go w tłumie studentów i pożegnałam podnoszeniem do góry parasolki. Obok mnie stało mnóstwo przeważnie młodych kobiet i robiło to samo.