Strony


Polecamy

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208

Polecane

Łóżeczko, łóżeczka dla dzieci , kodeks karnego , pozycjonowanie strony warszawa

Chmura

się już się bawiąc

To samo było z niemieckim, to samo z francuskim. Kiedy wracał ze szkoły, matka robiła wszystko, żeby mu, po swojemu ułatwić naukę: wyrzucała z izby podrastającego Walka, dziewczynę tłukła, jeżeli nie umiała zabawić młodszego drobiazgu, którego ciągle przybywało, dreptała na palcach, wybierała dla niego najlepsze kęski jedzenia, nie skąpiła na naftę, choćby się chciał uczyć i całą noc. Korzystał czasem z tego i kiedy się wszyscy pokładli, w tajemnicy czytał Robinsona. Ale ani podziw, ani szacunek nic nie pomagały, kiedy przyniósł dwójkę. Operacja z plaskiem musiała się odbyć, żeby tam nie wiem, co. Im wyżej się posuwał w klasach, tym bliższymi, realniejszymi stawały się dla Marcinowej jej rojenia i tym bardziej zacinała się w swym uporze. W końcu rozmowa o nauce syna, marzenia o jego świetnej karierze, nieustanna zabiegliwość o wpisy, książki, stopnie przeszły już w manię. Bez wahania poświęciła resztę młodszych dzieci, które zbijały bąki i rosły na chamów. Wicek miał być wszystkim, Wicek miał być chluba, rodziny, jej brylantem, jej kwiatem na resztę machała ręką. Był już w czwartej klasie, kiedy nagle umarł starszy pan, opiekun i dobroczyńca Wicka. Marcinowa odchorowała ten wypadek. Gdyby to było przyjęte w jej sferze i dostępne dla kieszeni, byłaby po nim przywdziała najgrubszą żałobę.


Strona 87

Zajrzyj na

Losowy fragment


Wreszcie zbliżyła się pora. Zbladł i ledwie mógł mówić. Wchodził w podwórze, oglądając się ciągle za mną: jeszcze z daleka wyróżniłam go w tłumie studentów i pożegnałam podnoszeniem do góry parasolki. Obok mnie stało mnóstwo przeważnie młodych kobiet i robiło to samo.