Strony
Polecamy
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208
Polecane
Gry Dla Dzieci , Agroturystyka olsztyn , Opis graffiti na kartce pomoc.Chmura
żeby często ręczyć jejLudzie poczęli zasuwać się jedni za drugich, potem za drzewa, drzewa za budynki stacyjne, budynki znowu za drzewa i po chwili widziałem już tylko kępę skupionych murów, kominów, zielonych konarów i słupów telegraficznych. Drogą od stacji śpieszyły wózki i bryczki, pełne rozpiętych parasolek, podnosząc tumany kurzu. Kiedy wyjrzałem znowu, nie dostrzegłem już nic? Pociąg skręcił za las i widziałem tylko ciemny wał drzew, które srebrnawy pył upału i sieć powietrzna coraz bardziej i bardziej oddalały ode mnie... Tak, to się już zupełnie, zupełnie skończyło... Na widnokręgu tu i owdzie zaczęły się ukazywać wzgórza, a za nimi srebrnobiałe obłoki, jak wielkie góry. Pociąg skręcał to na prawo, to na lewo, zataczając niewielkie łuki. Przesiadłem się twarzą do lokomotywy. Zapuściłem Wzrok w dal, tam, przede mną, i zdawało mi się, że tuż, tuż za tymi parkami czekają na mnie te góry, morza, hotelowe. Znani ludzie, do których śpieszyłem po nowe wrażenia.
Strona 76
Spis nowel
Zajrzyj na
Losowy fragment
Miał pełno kasztanów po kieszonkach i najwidoczniej zabierał się do ograbienia ze znalezionego swojej lilipuciej siostrzyczki. Nieco z dala za nimi podchodziła jakaś poważniejsza para. Rzuciłam okiem i poznałam go od razu. Roztył się, trochę osiwiał, zmienił. Nie widziałam go przecież od tamtego czasu, kiedy były róże... Żona jego, szczupła, mała kobiecinka, już ubrana jak babcia, chociaż jeszcze nie stara. Zajęci wnukami nie dostrzegli mnie wcale. Nogi zachwiały się pode mną, musiałam usiąść na ławce.