Strony


Polecamy

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208

Polecane

apteka internetowa , Najpiękniejsza biżuteria , karma dla psa

Chmura

tydzień głowy zawsze wyglądało

Kobiety na powitanie powiewały porozpinanymi parasolkami. Roz legały się nawoływania, piski dzieci, zgiełk. Borowski wychylił się z okna.  Są rzekł po chwili. A potem zwracając się do mnie: No, do widzenia, może się jeszcze kiedyś spotkamy. A jaki twój adres? Wymieniłem mu numer i ulicę. Będę pamiętał. Będę pamiętał. Bo czasem coś takiego wypadnie... No, do widzenia, do widzenia... Uścisnęliśmy się znowu za ręce i w końcu pocałowali. Przywołany tragarz wynosił pakunki. Wyjrzałem przez okno. Borowski stał już na peronie, otoczony przez żonę i troje dzieci czwartego nie mogłem się jakoś dopatrzyć: widocznie zostało w domu. Żona wysoka, chuda o śniadej cerze i śpiczastym nosie, z pąsowymi kwiatami przy kapeluszu, wyglądała na ciotkę z długimi palcami. Dwie dziewczynki w pasterkach, na wysokich cienkich nogach, w czarnych pończochach, miały miny bocianów. Wszyscy wśród nieustannych uścisków zarzucali się pytaniami, zapewne o dom, interes, sprawunki. Na mnie nie obejrzeli się ani razu.


Strona 74

Zajrzyj na

Losowy fragment


Przysiadła szybko na krawędzi łóżka, pochylając się nad świekra. Matuchno, co się matuchnie zrobiło? Ruchem pełnym troskliwości i pieszczoty, jakby głaskała dziecko, dotknęła dłonią czoła staruszki i serdecznie pocałowała. Czoło to było zimne prawie i dziwnie twarde. Mamo! mamo!... zawołała strwożona, Staruszka powoli, jakby z wysiłkiem, nie poruszywszy ani o włos głowy, zwróciła spojrzenie na nową. Co się matuchnie stało? Wyblakłe wargi ruszyły się kilka razy bez szmeru, zanim wyszedł z nich głos cichy i bezdźwięczny, Nic, nic... Zimno.