Strony
Polecamy
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208
Polecane
alveo , Krzesła , kredyty mieszkanioweChmura
jej pokazała Słuchała potemJak ja pamiętam wszystko doskonale? Było to w klasie pierwszej. Z początku nie siedzieliśmy jeszcze obok siebie i mało na niego zwracałem uwagi. Uchodził za biedaka, trusię i był materiałem albo na tzw. kowala, albo lizusa. Pomimo pilności i wielkiej pracowitości stopnie dostawał mierne. Szczególniej tępą miał głowę do arytmetyki. Raz został wywołanym do tablicy i rozwiązywał na niej zadanie. Wdziałem, ze szło mu ciężki, i przez złośliwy figiel podpowiedziałem mu umyślnie błędnie. Nie spostrzegł się wcale i kiedy uradowany wracał do ławki, wycierając z kredy palce, pokazałem mu jeszcze na palcach czwórkę, za co uśmiechnął się do mnie z wdzięcznością. Tymczasem klasa zaczęła szeptać: Dwója, dwója. Z początku myślał, że to nie o niego idzie, i długo musiano go szturchać, tłumaczyć mu na migi i wyjaśniać, nim uwierzył. Nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy. Już odtąd nikomu źle nie podpowiadałem. Po Chwili doszedł mnie jego stłumiony, cichy płacz. Na pauzę pobiegłem do nauczyciela i przyznałem się do wszystkiego. Kochany stary profesor dał mi prztyka W ucho, a pamiętam, że to bolało, i obiecał wyrwać go na przyszłą lekcję. Następne trzy popołudnia i całą niedzielę spędziłem u niego, przygotowując go, jako mocny w arytmetyce, do tego obiecanego wyrwania. Dostał trójkę, nawet z plusem po raz pierwszy w życiu. Wtedy to zbliżyliśmy się do siebie.
Strona 56
Spis nowel
Zajrzyj na
Losowy fragment
Tak, ale śmierć dziecka byłaby czymś bezlitosnym, zbrodniczym. Byłby to nieprzewidziany wypadek. Byłaby to zarazem jakaś straszliwa krzywda, bo natura nie spełniłaby tego, czego spodziewać się od niej mieliśmy prawo.