Strony


Polecamy

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208

Polecane

Agroturystyka Mazury , meble łazienkowe , Agroturystyka Kraków

Chmura

Wczesna dwa odpowiedź pasaże

Mówił, że słowiki śpiewają i pachną mocno czeremchy. A ja nigdy jeszcze przedtem nie słyszałam słowika... Spojrzał się na mnie zdziwiony. I wtedy, w jednej chwili, kiedyśmy tak patrzali sobie w oczy, powzięłam niesłychanie śmiały jak na mnie plan. Zaraz z wieczora skłamałam coś rodzicom, dlaczego nazajutrz już o ósmej rano muszę być w konserwatorium. Uwierzyli i wyrwałam się z domu bardzo wcześnie, z paczką nut w ręku. Co to był za poranek!

Boże, Boże!... Wskoczyłam do pustego jeszcze tramwaju, chcąc dojechać jak najprędzej. Ale wydało mi się, że tramwaj idzie zbyt wolno, a mnie się śpieszyło, więc wyskoczyłam zaraz na rogu Alei i biegłam dalej pieszo. Boże, Boże! Co to był za dzień! Wpadałam to w cień, to w plamy słońca. Chwilami przeciągał chłodnawy jeszcze powiew, ale już się czuło, że dzień będzie prawie gorący. Świeża zieleń spod rosy pachnęła mocno, jak pachną liście po deszczu majowym. Całe chmary ptactwa ćwierkały zapamiętale, przeskakując gromadami z drzew na chodniki, z chodników, na ławki i ogrodzenia. Było mi tak, że zdawało mi się, że jestem również ptakiem, i byłabym się trzepotała w słońcu albo gdzieś leciała razem z nimi.

Wbiegłam do Łazienek. Nie mogłam zorientować się w tej pustce i o tak niezwykłej dla mnie porze. Gdzieniegdzie po ławkach siedzieli studenci, to jacyś uczniowie z książkami lub arkuszami kursów w rękach. Jakiś instynkt kierował mymi krokami. Przebiegłam taras pałacu, półkole teatru, jakieś ścieżki, jakieś szersze zupełnie puste drogi i znalazłam się w bardziej oddalonej części parku, gdzie wije się w zakrętach jedna tylko ścieżka, to pomiędzy rozległymi trawnikami, to między kępami drzew. I Dostrzegłam go z daleka. Siedział przechylony na ławce, zupełnie odwrócony ode mnie, z głowa opartą na dłoni, a łokciem na poręczy, czytając coś z arkusza, leżącego na ławce. Był w krótkiej, studenckiej kurtce, w której nie widziałam go nigdy. Dookoła była masa zieleni i słońca.


Strona 18

Zajrzyj na

Losowy fragment


Nie byłam nigdy piękna, po co mam łudzić was i siebie? Byłam tylko świeża i jak mówiono, miła, nawet przystojna. Byłam także bardzo zdrowa, nie bałam się pracy ani obowiązków.